Osobno:
ONA - ANNA JANTAR. Utalentowana, jedna z najpopularniejszych naszych piosenkarek, laureatka festiwali w Castlebar, Villach, Ljublianie, Opolu, Kołobrzegu i Sopocie. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej rozpoczęła współpracę z poznańskim studenckim kabaretem "Nurt". Dało jej to "szlify” piosenkarskie i zadecydowało o wyborze zawodu. Śpiewała różne w gatunku piosenki, co pozwalało rozwijać możliwości interpretacyjne, lecz były to utwory "z drugiej ręki", ośpiewane już przez innych piosenkarzy. Brak własnego repertuaru ustawiał Anię za innymi. Potem występowała z zespołem "Waganci" i nagle nazwisko Jej pojawiło się na łamach prasy, a piosenka, którą zaśpiewała - "Co ja w tobie widziałam" - zajęła pierwsze miejsce na listach przebojów. Kompozytorem piosenki był
ON - JAROSŁAW KUKULSKI. Mówi się, że należy do grona najbardziej utalentowanych kompozytorów muzyki rozrywkowej. Faktem jest, że wiele jego piosenek staje się przebojami (m. in. "Najtrudniejszy pierwszy krok", "Żeby szczęśliwym być", "Tyle słońca w całym mieście", "Mój, tylko mój") śpiewanymi i nagrywanymi także przez zagranicznych piosenkarzy: Betty Dorsey, Goldie Ens, Glenna Westona, Richarda Hueta, Horsta Krügera i chór Gerda Michaelisa. Jarek jest absolwentem wydziału instrumentalnego PWSM w Poznaniu. Jeszcze jako student grał w Operze i Filharmonii, po ukończeniu studiów zaangażował się do Filharmonii w Zielonej Górze. Tamże, w tym samym czasie, założył zespół "Waganci", którym kierował przez pięć lat. Do tej pory skomponował 70 piosenek, ponad 40 z nich zostało nagranych.
Razem:
Małżeństwo od blisko pięciu lat. Swoje "prawdziwe" mieszkanie dostali w Warszawie dopiero przed kilkoma miesiącami. Początkową radość z tego faktu przyćmiewać zaczyna rzeczywistość. Jak ma pracować kompozytor i piosenkarka w bloku — gigancie, w którym z trudem dopatrzeć się można zalet nie równoważących wady, jaką jest ogromna akustyka. Ania stara się śpiewać cicho - z mężem jej jest gorzej: pianina nie da się wyciszyć. Bywa, że Jarkowi nie wystarcza dnia i musi pracować wieczorem. Rozdzwaniają się wtedy sufity i ściany - interweniują sąsiedzi. Z kolei innego rodzaju hałasy dochodzące do mieszkania Kukulskich nie pozwalają im odpoczywać po powrocie z koncertów czy nagrań. Ania z sentymentem wspomina pokoik, w którym przedtem mieszkali: ciasny, ale przytulny, mury też widać inne, bo z sąsiadami nie było kłopotów. W tym pokoiku poznali swoje metody pracy, nauczyli się konieczności wzajemnego podporządkowania. Anka rozumie, że gdy Jarek przygotowuje aranżację piosenki, nie można mu przeszkodzić nawet jednym słowem: - Wiem, jak łatwo jest spowodować "przerwanie pomysłu", którego nie odtworzy się później.
W przypadku, kiedy w podobnym zawodzie pracuje małżeństwo, nie ma właściwie możliwości oderwania się w życiu rodzinnym od spraw profesjonalnych. W domu Kukulskich mówi się ciągle o piosence i muzyce, prowadzi się na te tematy burzliwe dyskusje.
- Do niedawna - wspomina Anka - pracowaliśmy tylko razem, teraz częściej wyjeżdżamy osobno. Jarek komponuje więcej dla innych piosenkarzy, obejmuje kierownictwo muzyczne programów, w których nie występuję. Rozszerza to nasze możliwości zawodowe, a i ja przez to stałam się bardziej samodzielna. W tej chwili aż się dziwię, że potrafię sama sobie radzić, załatwiam sprawy organizacyjne, o których nie miałam pojęcia. Jestem z natury niezaradna i nieśmiała, nie mam koniecznej dla piosenkarza tzw. siły przebicia, dlatego sądzę, że gdyby na początku nie pomagał mi Jarek, nie przebrnęłabym nigdy przez bariery związane z naszym zawodem. Ta niezaradność cechowała mnie zawsze. Przypominam sobie fakt, jak to wyjeżdżałam w 1969 r. w swoją pierwszą w życiu trasę koncertową z zespołem "Waganci". Miałam 19 lat, a do autobusu odprowadzała mnie babcia. Zatroskana zwróciła się do budzącego w niej największe zaufanie chłopaka z prośbą o opiekę nade mną. Był nim Jarek. Jak się później okazało, prośbę babci przyjął na serio i dosłownie!
Faktem jest: rola opiekuna tak się Kukulskiemu spodobała, że w pół roku później napisał dla Ani przebój "Co ja w tobie widziałam". A niedługo potem zostali małżeństwem.
W komponowanie bawił się jeszcze w liceum muzycznym, na serio potraktował sprawę podczas studiów. Jeden z pierwszych jego utworów "Miłość na 3/4" - zdobył nagrodę na ogólnopolskiej giełdzie piosenki. Wkrótce przyszła kolejna nagroda za "Spójrz na morze". Kiedy objął kierownictwo "Wagantów", pisał dla nich repertuar. Kukulski jak mało który kompozytor pochwalić sie może ogromną popularnością swoich piosenek, a przecież z nich "wykluwają się" co najmniej trzy autentyczne przeboje w roku! Czy daje mu to satysfakcję artystyczną i zawodową?
- To ogromnie miłe uczucie, że ludzie śpiewają moje piosenki, ale jeśli już mówić o satysfakcji kompozytora, przynoszą ją utwory bardziej bogate harmonicznie, o ciekawszej linii melodycznej, trudniejszej aranżacji. Myślę tu o piosenkach Ani "Witaj mi" i "Dzień nadziel", o "Niech ziemia tonie w kwiatach" śpiewanej przez "Partitę" czy "Jak wolny ptak", którą napisałem dla Ireny Santor. Te utwory cenię wyżej, chociaż zdaję sobie sprawę, że przyjmują się "u ludzi" trudniej. Często przylepia mi się etykietkę autora przebojów, a choć ona mi nie przeszkadza, to staram się czasami cicho wtrącić, że piszę także inną muzykę, na przykład ilustrację muzyczną do serialu telewizyjnego "Trzej panowie z M-4" czy wreszcie kantatę o dużym ładunku emocjonalnym, którą radio Rostock zamówiło u mnie z okazji 25-lecia NRD.
Ania i Jarek cieszą się dużą popularnością w NRD. Piosenki Kukulskiego lansowane tu są przez jego żonę włączają do swojego repertuaru wybitni wykonawcy. "Tyle słońca w całym mieście" - wielki przebój Ani - to przecież jedna z popisowych pozycji znakomitego chóru Gerda Michaelisa. Piosenki, nagrywane dotychczas w ZSRR, NRD, RFN, Anglii i Grecji znalazły się także na drugiej półkuli, co było efektem ubiegłorocznego tournee Kukulskich po Kanadzie i programu telewizyjnego im właśnie poświęconego. Wszystko wskazuje na to, że śpiewać je będzie także amerykański gwiazdor piosenki - sam Bobby Vinton.
Blaski płynące z sukcesów i satysfakcji z pracy nie są jednak w stanie przesłonić ujemnych skutków zawodu, którego reprezentantami są Kukulscy. Mają swój dom i go nie mają, jak zresztą większość ludzi związanych profesjonalnie z estradą. Trudny do zaplanowania, nieregularny tryb życia, ciągłe wewnętrzne eksploatowanie się, trema, podróżowanie i występy w niełatwych warunkach niewątpliwie rzutują na sprawy rodzinne, na stan zdrowia i nerwów. Trzeba pełnego wzajemnego zrozumienia, aby "nie dać się zwariować" i nauczyć się regenerować siły w czasie krótkich pobytów w domu. Tu jedynie można - po tułaczym życiu w hotelach - czuć się spokojnie i bezpiecznie. W czasie ich dotychczasowej pracy nie brakowało momentów dramatycznych. Rok 1973 był na przykład pechowy. 0 mało nie postradali życia, gdy mikrobus wiozący zespół z koncertu wpadł na zakręcie w poślizg i uderzył w drzewo. Ania, poważnie ranna, leżała w szpitalu, reszta ekipy - w gipsach i bandażach zjawiła się nazajutrz na estradzie. Koncertu nie dało się odwołać, a publiczność czekała. W miesiąc później, podczas koncertu zagranicznego, Jarek został na scenie porażony prądem elektrycznym. Ledwie go w szpitalu odratowali. Kukulscy wspominają te fakty jak koszmarny sen.
Kochają jednak swój "zwariowany" zawód i gdyby przyszło jeszcze raz wybierać, prawdopodobnie obraliby tę samą drogę. Przygotowują się w tej chwili do najważniejszej roli w swoim życiu: roli rodziców. - Pragnęlibyście syna czy córkę?
- Córkę. Ale jestem przekonana, że będzie syn - mówi przyszła mama.
Ostatni festiwal sopocki to kolejny sukces Anny Jantar. Nie liczyła na zdobyte tam nagrody — do występu zmusiła ją własna rzetelność i poczucie obowiązku. Tuż przed festiwalem uległa wypadkowi samochodowemu Ewa Snieżanka - Ania, druga reprezentantka polskiej piosenki na tę międzynarodową imprezę, od pewnego czasu leżała w szpitalu. Publiczność w amfiteatrze i telewidzowie nie domyślali się nawet, że na estradzie śpiewa przywieziona karetką pogotowia dziewczyna, że za kulisami czuwa lekarz. Ten festiwal zawsze będzie Ania łączyła z radością oczekiwania na dziecko i ryzykiem, jakie podjęła decydując się na występ. - Przykro mi jednak było - wspomina - że w niektórych korespondencjach pisanych z próby, kiedy to musiałam markować śpiewanie, aby zebrać siły na sam koncert, dziennikarze podali, że "nie śpiewam na miarę swojego poziomu". Wzruszyła mnie natomiast opieka i troskliwość organizatorów festiwalu. I cieszę się, że ich nie zawiodłam.
Zamierzenia artystyczne Kukulskich w związku z nową sytuacją rodzinną ulegną pewnej zmianie. Wyjadą wprawdzie w kwietniu na zawarty wcześniej kontrakt związany z występami w Kanadzie, jednak dalsze plany układane będą z myślą o dziecku.
- Czekam na najważniejszą premierę mego życia - mówi z pewną tremą Ania.
Elżbieta Treger